|
Tags: przedsiębiorczość akademicka | spin off

dr inż. Piotr Grabiec
|
O polskiej dolinie krzemowej, problemach, z którymi boryka się rodzima nauka i o niekompetencji polskich decydentów, TEKLA PLUS rozmawia z zastępcą dyrektora Instytutu Technologii Elektronowej ds. Oddziału w Piasecznie dr. inż. Piotrem Grabcem.
Jakub Wiśniewski: Na początek poproszę Pana o krótkie opisanie działalności Instytutu Technologii Elektronowej.
Piotr Grabiec: Domeną naszej działalności badawczej jest szeroko pojęta elektronika i fotonika, obecnie również z przedrostkiem nano-. Zajmujemy się zarówno technicznymi badaniami podstawowymi, charakteryzacją materiałów i struktur półprzewodnikowych. Jednak głównym obszarem naszego działania są badania nad konstrukcją i technologią przyrządów wykorzystujących właściwości materiałów półprzewodnikowych, zarówno krzemu, jak i związków takich, jak arsenek galu, azotek niobu i innych. W dużym uproszczeniu – krzem to układy scalone, detektory promieniowania oraz mikro- i nanosystemy. Natomiast związki półprzewodnikowe to lasery i detektory.
Mikroelektronika kojarzy się wszystkim z układami scalonymi, mikroprocesorami i pamięciami. Czy opracowujecie takie przyrządy?
To jest ważne pytanie. Ogromny postęp mikroelektroniki sprawił, że nowoczesne układy scalone wymagają bardzo kosztownych – mówimy tu o miliardach euro – linii technologicznych. Nie stać nas na to. Zajmujemy się natomiast projektowaniem zaawansowanych układów scalonych, które są następnie wytwarzane przez czołowych producentów na świecie na zlecenie naszych partnerów, dla których opracowujemy projekt. Jest to strategia biznesowa zwana produkcją „fab-less”, tzn. „bez fabryki”, ciągle mało znana w Polsce.
Czym dokładnie zajmuje się Zakład Technologii Mikrosystemów i Nanostruktur Krzemowych w Piasecznie, który jest - jak sam Pan mówi – „polską doliną krzemową”?
Rzeczywiście, nasze laboratorium w Piasecznie jest jedyną w kraju profesjonalną linią technologii krzemowej. Główny obszar naszych badań stanowią mikrosystemy, detektory oraz pewne specjalistyczne, „niszowe” układy scalone. Najciekawsze w tym jest łączenie, integracja układów scalonych z innymi przyrządami w jednym, złożonym mikrosystemie. Mamy znaczne osiągnięcia na polu projektowania i technologii detektorów promieniowania. Opracowujemy wyspecjalizowane detektory dla techniki medycznej, dla badaczy, dla fizyków. Przykładem mogą być te opracowane na zamówienie Instytutu GSI w Darmstadt (Niemcy) zajmującego się badaniami nad pierwiastkami superciężkimi. Dzięki naszym detektorom badania międzynarodowego zespołu doprowadziły do eksperymentalnego potwierdzenia istnienia nowego pierwiastka o liczbie atomowej 112, nazwanego Copernicus. Tworzymy również mikrosystemy. Są to złożone przyrządy, wytwarzane przy użyciu procesów technologicznych opracowanych dla układów scalonych. Technologia krzemowa otwiera przed nami nowe możliwości, dzięki którym możemy realizować nawet najambitniejsze projekty. Tak było z ważnym dla chorych na jaskrę czujnikiem do pomiaru ciśnienia w gałce ocznej, będącym przedmiotem naszej współpracy z naukowcami z uniwersytetu EPFL w Szwajcarii. System, który został opracowany przy naszej pomocy, umożliwia ciągłe monitorowanie ciśnienia. Dzieje się to za sprawą specjalnego czujnika, umieszczonego w soczewce kontaktowej, który przesyła drogą radiową dane do urządzenia rejestrującego. Obecnie pracujemy nad czujnikami tworzącymi system ciągłej diagnostyki samochodu w trakcie jazdy. Wspólnie z partnerami z uczelni i instytutów PAN realizujemy kluczowy projekt programu „Innowacyjna Gospodarka” poświęcony zastosowaniu mikro- i nanosystemów dla diagnostyki medycznej.
„Spin-offy” – czyli firmy „odpryskowe” – to przedsięwzięcia, które z roku na rok stają się coraz ważniejsze dla rozwoju naukowo - gospodarczego w Polsce. Czy również ITE tworzy przedsiębiorstwa tego typu? Jak z nich korzysta?
Dotyka pan niezwykle ważnego problemu współpracy nauki z gospodarką, z którym od dawna nie potrafimy sobie w Polsce poradzić. Brak prawidłowej diagnozy problemu sprawia, że podejmowane działania są nieskuteczne. Tworzy się „parki technologiczne” złożone z kilku ludzi z pomysłem, komputerem i sekretarką, ale to nie ma prawa działać i niemal zawsze nie działa. Nie tak wygląda to na świecie. Takie przedsięwzięcia muszą być oparte na potencjale technologicznym dobrze wyposażonego centrum badawczo-rozwojowego. Nasz Instytut podejmował działania związane z tworzeniem “spin-offów”, ale w ograniczonym zakresie. Udało się stworzyć pojedyncze „spin-offy”, natomiast intensyfikacja działań w tym kierunku nie była możliwa z wielu względów powodów. Przede wszystkim ze względu na dramatycznie niski poziom nakładów państwa na naukę i całkowity brak rozumienia problemów nauki wśród polityków i – niestety – dominującej części dziennikarzy. Brak pomieszczeń, przestarzałe urządzenia technologiczne z jednej strony, brak odpowiedniego ustawodawstwa i pomocy ze strony państwa z drugiej i wreszcie ograniczona ilość młodzieży podejmującej studia na kierunkach technicznych są rezultatem wieloletnich zaniedbań władz. Doświadczenia kontraktów badawczych realizowanych przez nas na rzecz odbiorców na całym świecie wskazują, iż podstawowym warunkiem sukcesu przy współpracy nauki z przemysłem jest zdobycie i utrzymanie zaufania partnera przemysłowego. Partner ten wdrażając wyniki prac badawczych musi zaangażować poważne środki. Podejmuje więc ryzyko. Naukowcy muszą wykazać, że można ich obdarzyć zaufaniem, ale jest to niesłychanie trudne, o ile w ogóle możliwe, przy obecnym poziomie finansowania oraz organizacji nauki. Od niedawna sytuacja zaczęła się nieco poprawiać dzięki środkom unijnym. Niestety, finansowaniu poprzez programy POIG towarzyszy dramatyczna wręcz biurokracja granicząca z „włoskim strajkiem” urzędników ministerstw i urzędów.
Innym ważnym zagadnieniem dla placówek naukowo-badawczych jest tzw. „komercjalizacja wiedzy”, czyli na przykład sprzedaż patentów. Jak ITE radzi sobie na tym polu?
Tutaj też kluczową jest sprawa zaufania. Mamy do zaoferowania bardzo dużą ilość patentów, ale musimy pamiętać o jednym, ważnym zagadnieniu. Otóż zgłoszenie patentu na Polskę nie przynosi zbyt wiele pożytku, właściwie – żadnego. Oczywiście, można to robić. My też z tego korzystamy, zaklepując sobie patenty na naszym krajowym podwórku, ale prawda jest taka, że najważniejsze jest zgłaszanie ich na Stany Zjednoczone, Europę i Japonię. A koszt tego działania jest całkiem duży. Do tej pory nie mieliśmy na ten cel dostatecznych środków. Ale to problem nie tylko naszego Instytutu, lecz całego kraju. Według statystyk, ilość patentów na tysiąc badaczy w Polsce jest sto razy mniejsza od średniej europejskiej! To dramatycznie mały wynik. Do tej pory zdarzało nam się sprzedawać licencje, ale były to pojedyncze przypadki. Podobnie niewielka jest ilość światowych patentów, których jesteśmy w posiadaczami. Mamy nadzieję, że ta sytuacja się zmieni, ale jest to powolny proces.
Jak, Pana zdaniem, będzie wyglądał dalszy rozwój przedsiębiorczości naukowej w Polsce?
To bardzo trudne pytanie, ponieważ ja wiem, jak on powinien wyglądać. Natomiast rzeczywisty rozwój budzi moje obawy. Niestety, zależy on od polityków, którzy nie mają odpowiedniej wiedzy i nie rozumieją tego problemu. Dla nich nauka jest jak krawat: nie bardzo wiadomo, do czego to służy, niezbyt to jest wygodne, ale w pewnym towarzystwie nie można bez tego się obyć. Wydawałoby się, że potrzeba oparcia rozwoju gospodarczego na wiedzy jest oczywista, jednakże nawet prof. Balcerowicz stwierdził kiedyś, że to inwestycje zagraniczne, a nie nauka są źródłem rozwoju gospodarczego w Polsce. Ale oprócz wielkich firm, które inwestują w Polsce, potrzebne nam są również małe i średnie przedsiębiorstwa działające w obszarze zaawansowanych technologii. Możemy łatwo zaobserwować inwestycje wielkich koncernów w naszym kraju, ale już inwestycje małych firm z Zachodu są u nas bardzo rzadkie. Dlatego musimy sami tworzyć ich odpowiedniki w oparciu o innowacje naukowe.
W jaki sposób Instytut stara się zachęcić młodych naukowców do pracy w swoich szeregach?
Mój zespół w Piasecznie stanowi mieszankę doświadczenia i młodości. Pracuje u nas sporo młodych ludzi. Mógłbym zatrudnić więcej absolwentów uczelni, jednak podstawowym ograniczeniem jest fizyczny brak miejsca. Pod koniec zeszłego roku udało nam się zdobyć finansowanie projektu inwestycyjnego w ramach POIG. Nie jest to dużo w stosunku do potrzeb, niemniej można będzie zbudować nowy budynek „rozgęszczając” obecny zespół i stwarzając miejsca dla zatrudnienia młodych, utalentowanych ludzi. Zachęcamy ich przede wszystkim oferując bardzo ciekawą i twórczą pracę. Pozwalamy na rozwój, uczenie się, oferujemy możliwość zrobienia doktoratu i habilitacji. Intensywnie współpracujemy z czołowymi ośrodkami europejskimi, stwarzając młodzieży możliwości kontaktu ze światową czołówką. Dajemy młodym szanse, stawiając ich na czele nawet najambitniejszych projektów międzynarodowych. |