|
Tags: przedsiębiorczość akademicka | spin off | spin out
W 2000 roku chciałem założyć na Uniwersytecie Warszawskim inkubator. Usłyszałem wówczas od najwyższych władz uczelni, że w inkubatorach hoduje się kurczaki, a na UW nie ma przecież miejsca na chów drobiu – mówił Krzysztof Gulda, jeden z panelistów debaty TEKLI PLUS „Patent na wiedzę”. Czasy się zmieniły – dziś Polska wkracza w epokę przedsiębiorczości akademickiej. Przeczytaj tekst i dowiedz się, jak wiele jeszcze przed nami, by dogonić Zachód.
10. listopada Sala Senatu Uniwersytetu Warszawskiego wypełniła się słuchaczami zainteresowanymi transferem wiedzy z nauki do biznesu. Panelistami spotkania pt. „Patent na wiedzę – debata poświęcona przedsiębiorczości akademickiej” byli: dr Krzysztof Piech ze Szkoły Głównej Handlowej, prof. Andrzej Rabczenko – dyrektor Centrum Transferu Technologii i Rozwoju Przedsiębiorczości Politechniki Warszawskiej, Krzysztof Gulda – dyrektor Departamentu Strategii i Rozwoju Nauki w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Mariusz Frankowski – Zastępca Dyrektora Departamentu Strategii i Rozwoju Regionalnego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego.
– Zdarzyło się, że wynalazca założył firmę i okazał się świetnym managerem. Nie miejmy jednak złudzeń – zwykle kończy się to katastrofą. Dlatego w USA inventor wymyśla rozwiązanie, ale zarządzaniem biznesu zajmuje się właśnie manager – mówił prof. Andrzej Rabczenko.
Zaufajmy funduszom
- Za dziesięć lat nasz temat będzie już niespecjalnie aktualny, bo studenci na każdej uczelni będą wiedzieli: jeśli chcę założyć firmę, wiem, dokąd się udać. Jeśli potrzebuję wsparcia finansowego, wiem, gdzie go szukać – zauważył na otwarciu debaty dr Krzysztof Piech. Opowiedział o fenomenie Doliny Krzemowej, w której tak wiele firm osiągnęło niewyobrażalny sukces komercyjny. – Wcale nie dlatego, że było tam tanio, tylko dlatego, że były tam znakomite uczelnie. Wokół nich „pączkowały” udane biznesy – przekonywał dr Piech.
Prowadzący debatę omówił także firmy typu spin-off i spin-out. Dr Piech zauważył, że w Polsce uczelnie sporadycznie stwarzają możliwości do zakładania nowych niezależnych biznesów. Na szczęście istnieją już podmioty służące rozwojowi przedsiębiorczości akademickiej. To m.in. Centra Transferu Technologii, Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości, inkubatory technologiczne, a także instytucje wspierające z otoczenia administracji i biznesu. Spośród tych ostatnich na uwagę zasługują aniołowie biznesu, fundusze seed i venture capital/private equity.
- Jeśli ktoś nie dostanie dofinansowania od jednego funduszu, może iść do drugiego, trzeciego itd. Jeśli ktoś jest uparty, to te pieniądze otrzyma – przekonywał dr Piech. Problemem często okazuje się brak zaufania do funduszu. Uzyskanie dofinansowania wymaga przedstawienia całego pomysłu biznesowego. – To bardzo częste obawy moich studentów. Nie są one uzasadnione, ponieważ fundusz kradnący pomysły szybko zniknąłby z rynku – uspokajał wykładowca SGH.
Co to jest ABS?
- Studenci jakich kierunków są potencjalnymi przedsiębiorcami? – spytał prof. Andrzej Rabczenko. Z sali padło kilka odpowiedzi: zarządzania, ekonomii, socjologii... – Nie! Studenci prawa i medycyny. Zwłaszcza ci drudzy, bo wiedzą, że szpital będzie tylko odskocznią, a oni otworzą własne gabinety – odpowiedział prof. Rabczenko, po czym przeszedł do zdefiniowania „przedsiębiorczości akademickiej”. – Po pierwsze być przedsiębiorczym to znaczy działać, a nie czekać aż ktoś nas odnajdzie. Najważniejszą rzeczą jest tworzenie czegoś, co jest nowe, związane z technologiami – wyliczał.
Zdaniem prof. Rabczenki, przedsiębiorczość akademicka wymaga funkcjonowania układu ABS: Administration – Business – Science. System ten, kojarzony z blokowaniem kół, powinien służyć do „odblokowywania” przedsiębiorczości, podczas gdy w Polsce wciąż jest elementem hamującym jej rozwój.
Profesor , jako dyrektor Centrum Transferu Technologii i Rozwoju Przedsiębiorczości, podzielił się ze słuchaczami swoimi spostrzeżeniami: – Nigdy, przenigdy nie idziemy do CTT czy inwestorów prosić o wsparcie. Idziemy z propozycją biznesu. Każdy z venture capitalistów poprosi o dwa słupki. Ile trzeba zainwestować i ile z tego wyjmiemy pieniędzy w ciągu kilku lat. Nawet najlepszy wynalazek nie zostanie dofinansowany, gdy inwestor nie zobaczy w nim wystarczająco wysokiego potencjału finansowego. – Biznes ma się zwrócić i inventorowi, i inwestorowi. Zarządzanie spółką jest ważniejsze niż sam pomysł – podkreślał.
Uczelnie kształcą pracowników
- Uczelnia musi kształcić postawy przedsiębiorcze tj. samodzielność, skłonność do ryzyka, samoorganizację i samodyscyplinę. Największą barierą naszego społeczeństwa będzie to, że stajemy się społeczeństwem wykształconych indywidualistów – mówił Krzysztof Gulda. I dodał, że pod pojęciem przedsiębiorczości akademickiej znajdują się zarówno rzeczy proste - uczenie postaw, jak i skomplikowane – transfer technologii wymagający olbrzymich pieniędzy na opłacenie prawników, laboratoriów, badań.
- Tworzenie spółek odpryskowych to tylko jeden ze sposobów na transfer wiedzy. Państwo możecie wybrać też inną ścieżkę kariery: zostajecie na uczelni i robicie projekty, których licencje są później sprzedawane. Nie jest to więc na zasadzie: „rejestruj spółkę albo giń” – zauważył dyrektor Gulda.
Co się stanie z uczelniami, które dziś odmawiają wspierania sojuszu nauki z biznesem? Odpowiedź na to pytanie przedstawił dr Krzysztof Piech: - Albo zaczną się degradować, albo wreszcie zaczną na siebie zarabiać. Nie widzę innej drogi. Wykładowca zgodził się także z przedmówcą przyznając, że polski system szkoli pracowników średniego szczebla, ale nie uczy, jak prowadzić własny biznes. – Tego trzeba uczyć się z życia – od rodziców, jeśli prowadzą firmę lub na własnych błędach, jeśli nie ma pomocy – dodał Krzysztof Gulda.
Jest nad czym pracować
- Niedawno ogłoszono wyniki badań dotyczących innowacyjności. Na tle całego kraju Mazowsze wypada najlepiej. Warszawa, w porównaniu do innych stolic Europy Środkowej, jest średniakiem. Za to do krajów UE, np. Szwecji czy Finlandii, Polsce jeszcze daleko. Pod kątem potencjału naszego regionu nie mam obaw. Gorzej, gdy przychodzi do odpowiedzi na pytanie, jak go wykorzystywać – mówił Mariusz Frankowski.
Głos podsumowujący debatę należał do prof. Rabczenki. – Przedsiębiorczość to sposób widzenia świata. Przychodzą do mnie ludzie i mówią: proszę pana, mam pomysł... Moja rola to zadawać pytanie i znaleźć sens biznesowy całej sprawy. Okazuje się, że 9 na 10 osób chce pieniędzy na badania. Czego? Pewnych właściwości pewnych substancji w zmieniających się warunkach. To nie jest przedsiębiorcze. Ci ludzie chcą badać, by badać, a nie, by coś z tego wynikło – wyjaśniał. Na pytanie, kto jest człowiekiem przedsiębiorczym z potencjałem osiągnięcia sukcesu, prof. Rabczenko odpowiedział: to ten, który kieruje łódką zamiast wiosłować. I dodał: A przecież do tego można jeszcze być armatorem!
Teksty zdjęcia: Filip Jurzyk
|